TYMCZASEM MOJŻESZ otwierał się w czystości ducha i w miłości pracował dla Izraela, gdy działy się owe zdarzenia…

Sierpień 24, 2009 - autor: mojzeszbg

TYMCZASEM MOJŻESZ otwierał się w czystości ducha i w miłości pracował dla Izraela, gdy działy się owe zdarzenia…

Mojżesz zstępował z góry… Z dali do niego dobiegały dzikie okrzyki, naruszały spokój góry. Mojżesza wzmocnił niepokój. W miarę zbliżania się do ludu, przejawiła się jego troska o nich, troska, która nigdy nie ustępowała. Wybuchł bunt? Coraz szybciej schodził w dół. Lekko i pewnie przeskakiwał leżące na jego drodze odłamki skalne. Będąc na ostatnim odcinku swojej drogi, mógł już zobaczyć obóz. Zwolnił i spoglądał w dół na dziką wrzawę. Czy wzrok go myli, czy dzieci Izraela tańczą? W taki sposób lud się bawił i skracał sobie czas, tymczasem on przyjmował Pana Przykazania? Powoli narastało w nim rozczarowanie. Nikt nie zauważył powracającego Mojżesza. Lud dziko i nieokiełznanie tańczył wokół swojego bożka…, aż gromowy głos zatrząsł powietrzem oraz ludźmi. Nagle wszędzie zapanowała grobowa cisza. Czerwony z gniewu stał Mojżesz na swoim podwyższonym miejscu, z niego kiedyś przemawiał do ludzi i z którego przed chwilą zrzucił Arona. Ręce, w których trzymał kamienne tablice, podniósł wysoko nad głową. »To są Przykazania mojego Boga, które wam były dane, ale widzę, że ich już nie potrzebujecie. Idźcie dalej… naprzeciw swojej zgubie. Ja od tej chwili was opuszczam. Bóg mnie od mojego zadania uwolni!« Po owych słowach rozległ się huk i trzask. Mojżesz rozbił kamienne tablice z prawami o skałę. W spokoju zszedł z wywyższonego miejsca między ludzi, którzy wszyscy bojaźliwie ustępowali, szedł sam do swojego namiotu. Wewnątrz namiotu siedział jakiś młodzieniec i płakał. Mojżesz go chciał wyrzucić, ale zrobiło jemu się go żal, zapytał: »Co chcesz?« Kiedy Jozue usłyszał Mojżesza głos, podniósł twarz i krzyknął z radości. Rzucił się przed nim na kolana i opowiadał jemu o wszystkim, co się wydarzyło… Mojżesz wysłuchał go w milczeniu i doszedł do wniosku, że największą część winy niesie znowu Aron. Modlił się do Boga prosząc o wybaczenie dla ludu, który zbłądził. Wkrótce potem przyszli wybrani posłowie prosząc go usilnie, aby z nimi pozostał. Przyszedł do niego także Aron i jękliwym głosem żałował swoich czynów. Mojżesz mianował na swoje miejsce Jozuę, którego od tej chwili traktował jak własnego syna. Jozue wspierał Mojżesza w jego wielkim dziele. Wspólnie napisali jeszcze raz Przykazania i dali je izraelskiemu ludowi wraz z objaśnieniami. Mojżesz utworzył zorganizowane państwo, które miało dokładne prawa, ich naruszenie surowo karano. Mianował sędziów i wszystkiego ich nauczał. Wiele lat żył z ludem na pustyni, ciągle przy tym zmierzając w kierunku ziemi obiecanej. Wędrowali przez żyzne doliny przebywając w nich długo, dopóki głos przewodnika stojącego na ich czele nie wydał sygnału do dalszej wędrówki. Drogę, która mogła trwać o wiele krócej, Mojżesz umyślnie przedłużał tak długo dlatego, aby się lud w ciągu owych długich lat przyzwyczaił do praw. W samotności łatwiej można było opanować sytuacje. Mojżesz dał izraelskiemu ludowi wszystko, co potrzebował, aby mógł rozpocząć wzlot. Swoim przykładem w krótkim czasie uszlachetnił go tak, że gdy przed nim na granicy ziemi Kanaan stanęła śmierć, nie prosił o przedłużenie życia. Jeszcze raz ogarnął spojrzeniem ludzi, którzy uczciwie stali przy jego łożu. Potem włożył rękę do Jozue dłoni i zasnął…

MOJŻESZ powrócił między lud i opowiedział mu o nadchodzącym dniu.

Lipiec 31, 2009 - autor: mojzeszbg

MOJŻESZ powrócił między lud i opowiedział mu o nadchodzącym dniu.

A Izraelici pierwszy raz zrozumieli, że do nich podchodzi z miłością. Z dziecięcą ufnością stali w szerokim kręgu wokół niego i wsłuchiwali się w jego słowa. Wypełnieni pobożną czcią i wiarą pozwalali słowom tym na siebie oddziaływać. Mojżesz to obserwował z radością. Jego wnętrze napełniło się wdzięcznością, ta zaś usunęła ostatnią przeszkodę, która jeszcze tkwiła między nim a ludem. Trzy dni wykonywał Mojżesz sąd nad ludźmi, którzy do niego przychodzili, aby się oczyścić. On, który przedtem nigdy nie mógł pojąć czynów izraelskiego ludu, teraz sądził z wewnętrznym przekonaniem i godnym zaufania uczuciem. Dobrotliwie jak ojciec bez oznak zmęczenia wsłuchiwał się w liczne obwiniania i samooskarżenia. A kiedy po jego słowach twarze skruszonych ludzi się rozjaśniały, była i jego dusza światlejsza i promienna. Już nie było w nich nic, co by przeszkadzało, współbrzmieli w czystym akordzie. Dotyczyło to wszystkich, którzy przedtem nieświadomie do tego tęsknili. Trzeciego dnia Mojżesz wstąpił na górę Synaj. Przyroda drżała pod naporem siły Światła unoszącego się nad ziemią. Góra wyglądała tak, jak gdyby cała stała w płomieniach. Nie widzieli tego wszyscy, tylko wybrani. Byli obdarzeni łaską, aby całe przejawienie zobaczyli i oznajmili ludowi. Kiedy Mojżesz wstąpił na wierch, poczuł się tak, jak gdyby na zawsze wyrwał się z zasięgu ziemi. Napełniła go nieopisana błogość i było mu tak lekko, że zapomniał o ziemskim ciążeniu. A Pan za pośrednictwem swych służebników mówił z Mojżeszem i dał mu prawa, które miały izraelski naród prowadzić aż do dnia Ostatniego Sądu, aby na nim Bóg mógł wybudować swe Tysiącletnie Królestwo. Mojżesz wyrył Boże słowa na kamiennych tablicach. Jego rękę przy tym prowadziło Światło. Bóg dał swemu służebnikowi Mojżeszowi dziesięć przykazań, w nich zawarte było zbawienie świata i które swą doskonałością mogły ludzkości ułatwić ziemskie życie. Poza tym mu dał siłę wytłumaczyć wszystko, czego ludzie jeszcze nie rozumieli. Wyjaśnił mu każde słowo, w miłości i trosce o człowieka, który nie potrafił pojąć prostej wielkości tak, jak mu była dana… Mojżesz został długo na górze i zapisywał Boże przykazania i ich wyjaśnienia. W tym czasie dzieci Izraela rozłożyły u podnóża góry stały obóz i czekały na Mojżesza powrót. Z początku mieli ludzie wielką radość i z entuzjazmem rozprawiali o mężu, który ich prowadził. Tak z biegiem czasu ich żywe zainteresowanie powoli słabło i zaczęły im się dłużyć chwile. W końcu czekanie na Mojżesza wydawało im się zbyt długie i znowu zaczęli narzekać. Aron był bezradny. Nie miał już sił, aby ludzi uspokoić i wszystkie jego słowa były daremne. Nawet się nie wysilał i spokojnie pozwolił aby wybuchł bunt. Wśród ludu żył młodzieniec, który pełen obaw obserwował całe wydarzenie. Arona na tyle nie znał, aby go mógł prosić, aby mu pozwolił na prowadzenie walki, a na publiczne wystąpienie się nie odważył. Starał się na uboczu uspokajać i łagodzić incydenty, ale nie miał na ludzi wielkiego wpływu, a jego głos nie był słyszany daleko. Ten młodzieniec, Jozue, był jedynym, który pewnie wierzył, że Mojżesz wróci. Wszyscy pozostali przestali czekać i nie chcieli już słyszeć o Bogu, który ich według ich mniemania opuścił. Nalegali na Arona, aby iść dalej do ziemi obiecanej, gdzie chcieli zapomnieć o wszystkich trudach, które ich spotykały. Aron się rozpaczliwie bronił. Bał się niebezpieczeństw czyhających w nieznanym. Gdyby rzeczywiście okazało się, że Mojżesz zaginął, miał Aron zamiar ludzi przekonać, aby osiedlili się tutaj. Zdecydowany na takie rozwiązanie kazał zwołać zgromadzenie. Lud zszedł się z wszystkich stron i chciał go słyszeć. Aron przemówił: »Słyszycie moje słowa, bracia i siostry, i wiedzcie, że podjąłem decyzję. Mojżesz już nie powróci i także nasz Bóg odszedł z nim. Jesteśmy sami, bez ochrony i nie możemy czynić niczego, jeżeli nie zdobędziemy ochrony jakiegoś boga. Tego boga musimy sobie wytworzyć sami i na nim wybudować swą moc. W tym celu konieczne jest, aby każdy z was bezwarunkowo uznał moją wiodącą pozycję. Gdy spełnicie ten warunek, pokaże wam wyjście i w krótkim czasie uczynię was bogatym narodem. – Chcecie uznać moją wolę?« Tłum milczał. Na kilka minut zapanowała absolutna cisza. Nagle obok Arona pojawił się młody mężczyzna, Jozue. »Bracia!« błagał ich, »nie wierzcie jego słowom. Bóg naszych ojców jest z nami stale!« Przerwał mu drwiący śmiech, który był najpierw pojedynczy, ale potem rozrósł się w mocny orkan. Jozue opuścił ręce i wycofał się w milczeniu. Aron uśmiechnął się triumfująco. »Chcecie może podporządkować się temu nieznanemu młodzieńcowi? Wkrótce spotkałoby was rozczarowanie. Wytworzę wam boga, którego będziecie mogli widzieć, kiedykolwiek tego zapragniecie. Dajcie mi swoje klejnoty i złoto. Odleję dla was złotego cielca, to będzie wasz bóg.« Aron kazał zebrać wszelkie złoto i z dziesiątej części odlał bożka. Całą resztę pozostawił dla siebie, chcąc później w oparciu o ten majątek rozbudować swą moc. Chciał się stać królem Izraela. Był najbogatszy i chciał władzy. Myślał o tym, że uczyni z Izraelitów naród łupieżców, który będzie napadał podróżujących przez pustynię i zagarniał cudzy majątek… Niech lud czci bożka. Będzie nam symbolem naszych dążeń i umożliwi nam zyskanie ziemskiej mocy! – Tak to chciał Aron.

MOJŻESZ prowadził swój lud nieugięcie dalej.

Maj 4, 2009 - autor: mojzeszbg

MOJŻESZ prowadził swój lud nieugięcie dalej. Jego wola – coraz mocniejsza od chwili, gdy go podpierali istotni – prowadziła tysiące ludzi drogą, której nikt z nich nie znał. Mojżesz przy obieraniu kierunku drogi polegał na swym wyczuciu. Pozwolił prowadzić siebie samego i był wypełniony nadzieją, że jego działanie skończy się dobrze…

Kiedy wędrowali pustynią Sin, przyszedł do niego Aron. Po wyrazie jego twarzy Mojżesz zauważył, że nie czeka go nic przyjemnego. Niecierpliwie przerwał długi wstęp brata.

»Dlaczego od razu nie powiesz, że lud jest niezadowolony? Przecież chyba to jest sensem twych wielu słów!«

Aron milczał. Przeklinał ów szybki sposób postępowania swego brata, który, jak się wydawało, zaczynał się ludziom bardziej podobać niż jego umiejętność przemawiania. Starał się swą umiejętność zastosować także teraz, chociaż nie miał o czym mówić. Swoją pracę wśród ludzi właśnie skończył ale on pomimo tego najchętniej zachowywałby dalej pozory tego, że nie można się bez niego obejść. Że go Mojżesz teraz po prostu odtrącił, silnie zraniło jego próżność.

»Jest tak, jak czujesz. Lud narzeka. Zdaje się, że nie przeszkadza ci, kiedy izraelski lud głodny.«

Mojżesza ogarnął gniew.

»Lud głodny? Nie powiedziałem, że pokarm pojawi się za każdym razem, gdy będzie potrzebny? Nie pokazałem ludowi, jak otrzymuje pomoc? Zostało mu pokazane dlatego, aby następnego dnia o tym zapomniał? Wszystkie cuda, wszelka pomoc Pana, to było na darmo?«

»Już kilka dni nie mają ludzie pokarmu i chcieliby, być w Egipcie. Tam by zmarli przy garnkach z mięsem, tutaj umierają z głodu!« Mojżesz z obrzydzeniem się odwrócił.

Wieczorem w pobliżu taboru usiadła ogromna gromada ptaków. Wyczerpane zwierzęta pozostały na ziemi i pozwoliły się wyłapać. Izraelici mogli zaspokoić głód i byli spokojni… Aron siedział wśród nich i jadł łapczywie jak wszyscy. Mojżesz pogrążony w swych myślach stał z dala od nich. Niewymownie cierpiał.

Nikt nie stoi przy jego boku, nikt go nie rozumie. Idzie swą drogą sam, pomimo tego, że za nim idą tysiące.

»Panie,« modlił się »nasyć ten to lud, aby został dobry. A twój nakaz, abym wyprowadził go z Egiptu, nie był wykonany zbytecznie. Dzisiaj spadły z nieba ptaki i izraelski lud był spokojny. Co będzie jutro? Czego mu będzie brakować jutro?«

Przez noc napadało coś jak drobna kasza i gdy dzieci Izraela rano się obudziły, całą okolicę pokrywała cienka warstwa małych ziarenek. Ludzie cieszyli się z nowego cudu i znowu byli Mojżeszowi wdzięczni i oddani. Od tego czasu każdej nocy spadały te same białe ziarenka przypominające szron. Był to pewien gatunek nasion, które wiatr zawsze przywiał z dalekich stron.

Od kiedy miał lud co jeść, był w nim spokój i pokój. Przy najmniejszym niedoborze czegokolwiek budził się niepokój i groziło, że mogło przerodzić się w chaos. To poznanie duszę Mojżesza raniło coraz głębiej. Zaczął sobie zadawać pytanie, dlaczego musiał wyzwolić ów naród z wrogiej niewoli. Był to naród, który nie miał kultury, ani nie potrafił we właściwy sposób niczego ocenić, znał tylko niedowierzanie i oczekiwał tylko wszystkiego co złe. Mojżesz się o to pytał w swych modlitwach i z utęsknieniem czekał na Bożą odpowiedź.

Stale coraz bardziej oddalał się od ludu. Poszukiwał w skupieniu i ciszy tak jak wtedy, gdy prowadził stada z pastwiska na pastwisko. I znów tak jak kiedyś usłyszał głos, który mu oznajmił Pana przesłanie. Olśnił go obłok Światła i zmusił go, aby sobie zakrył oczy.

»Sługo Mojżeszu,« mówił głos, »nosisz w swym wnętrzu wątpliwości i pytania, na które sam nie możesz odpowiedzieć. Swego zadania nie wykonujesz jeszcze tak, jak powinieneś to czynić. W przeciwnym wypadku postępowałbyś bez pytań. Gdyby był lud izraelski doskonały, tak jak sobie tego życzysz, nie wybrałbym ciebie na jego pasterza. Jest to dzikie, niezorganizowane stado, wpuszczone w biedę i głód. Ty masz je okiełznać i doprowadzić na dobre pastwisko! To jest twoje zadanie na ziemi. Wydaje ci się zbyt trudne, że narzekasz i upadasz na duchu? Uświadom sobie, tyś nigdy nie skosztował takiego cierpienia, nigdyś nie głodował jak oni i nie otrzymywałeś nigdy ran zamiast zasłużonej nagrody. Jak więc chcesz oceniać stan duszy tego narodu?

Idź do nich i bądź dobrym. Z nieustanną wytrwałością ukazuj im, że chcesz otoczyć ich miłością. Bądź im opiekunem, którego potrzebują i ucz ich dobra!

Jeżeli wątpisz w Izrael, wątpisz i we mnie, albowiem ja odnalazłem w nim wartości i jestem rad.«

Wstrząśnięty ową surową dobrocią osunął się Mojżesz na ziemię. Nie odważył się odpowiadać i czekał na dalsze słowa. A głos mówił dalej:

»W twym wnętrzu musi się rozjaśnić, Mojżeszu. We wszystkim, co robisz, co będziesz czynił musi wieść cię sprawiedliwość. Chcę ci w tym dopomóc. Dasz izraelskiemu narodowi prawa, według nich będzie mocne prowadzenie. Moje Słowo, które im przyniesiesz, słabych ludzi obdarzy pomocą, a niemądrych ludzi poznaniem.

Módl się wraz z ludem, aby przygotował się na przyjęcie przykazań, które chcę mu dać. Chcę z Izraelem zawrzeć przymierze i jeżeli będzie żył według mojej woli, ma być wyzwolonym narodem na tej ziemi! Przez trzy dni czuwajcie i oczyszczajcie się, potem na górze Synaj usłyszysz mój głos. Jedynie ty śmiesz się do mnie przybliżyć, albowiem jesteś bliżej Światła niż reszta ludzi. Ostrzeż lud, aby nie przebywał w pobliżu mnie i nie wchodził na górę!

Bądź ludziom przez te trzy dni sędzią i radcą, aby się ci mogli wyspowiadać ze swych win i abyś według tego ich sądził. Będziesz oświecony, abyś rozgrzeszył każde pytanie, a ludziom, którzy będą pytali, wszystko doskonale wyjaśnisz. Teraz idź i czyń tak, jak ci rzekłem!«

KIEDY MOJŻESZ wrócił do swego ludu, dał rozkaz do odejścia.

Kwiecień 21, 2009 - autor: mojzeszbg

KIEDY MOJŻESZ wrócił do swego ludu, dał rozkaz do odejścia. Wkrótce można było ujrzeć dzieci Izraela, jak z tobołami w rękach i na plecach opuszczają miasto. Za Mojżeszem na czele kroczyły niekończący się zastęp, który obserwowali wygrażający Egipcjanie. Posuwali się bardzo powoli, ponieważ dołączali do nich coraz to nowi wychodźcy. Przecież Izraelici żyli w każdej wiosce, w każdym mieście, Egipcjanie nienawidzili i prześladowali ich od chwili, gdy zyskali wolność. Cała wściekłość i rozgoryczenie załamanych ludzi skierowane były przeciwko nim. Pragnęli pozbyć się byłych niewolników, których zaczęli się bać. Tak długo podążał potężny ludzki nurt, aż dotarł do brzegów Morza Czerwonego… Tutaj tłumy natrafiły na pierwszą przeszkodę. Wydawała im się nie do pokonania. Mojżesz rozkazał zatrzymać się i ludzie rozłożyli się na brzegu morza i czekali, co będzie dalej.

Nastała noc. W ludziach i w przyrodzie rozgościł się spokój i milczenie. Później zaczęli się jednak odzywać tacy, którym wędrówka nieźle już dopiekła, zaczęli narzekać. Dotychczas mogli wprawdzie zaspokajać głód różnymi owocami, które rosły wzdłuż drogi, ale wśród wychodźców znaleźli się ludzie, którzy szerzyli ponure proroctwa rozprawiając o czekających ponoć ich nieznośnych utrapieniach.

Mojżesz wyczuwał te nurty, które pojawiały się już teraz, na początku drogi. Jego wnętrze wypełniło się goryczą. Po to więc ryzykował życiem, aby teraz otaczała go nieufność? Potem szybko jednak pomyślał o ludziach, którzy dziękowali mu za to, co uczynił i znów zaczął ufnie spoglądać w przyszłość.

Nazajutrz rankiem Mojżesz zgromadził lud do nabożeństwa pod gołym niebem. Kazał złożyć Bogu pierwsze ofiary dziękczynne. Uroczystą była owa chwila i podążające wzwyż modlitwy dziękczynne odbiły się echem w sercach ludzi. Potem z wiarą i ufnością oddali się w opiekę męża stojącego na ich czele. Pomimo tego jednak z napięciem oczekiwali na to, którą drogą Mojżesz ich poprowadzi. Może wzdłuż morza?

Z daleka przybliżała się ogromna mroczna chmura piasku i pyłu. Mojżesz zobaczył ją pierwszy i jego nieomylne przeczucie nakazało mu, aby natychmiast wyruszyć w drogę. Uświadomił sobie, że posiada moc nad wszelkim istotnym. Kiedy podniósł laskę i trzymał ją nad morzem, wszyscy umilkli… Nastała straszliwa burza. Wytworzyła w powierzchni wody głębokie wiry i biczowała wichrem fale tak, że się rozstąpiły. Ludzie obserwowali owo niewiarygodne widowisko z zapartym tchem. Burza ostrym prostym cięciem rozdzieliła wodę, ta zaś rozlała się na obie strony i w innym miejscu zalała przeciwny brzeg. Tego już jednak ludzie nie widzieli.

Jako pierwszy wszedł z brzegu do morza Mojżesz… A izraelski lud szedł za nim. Wszyscy popychali się i trącali wzajemnie, albowiem ujrzeli zbliżających się nieprzyjaciół. Bardzo szybko zbliżały się wozy z jeźdźcami faraona, którzy ścigali Izraelitów, aby ich znów zniewolić i przyprowadzić z powrotem.

Dopiero teraz dzieci Izraela uświadomiły sobie swą wolność, z której aż do tej pory korzystały bezmyślnie. Ludzie tłoczyli się za Mojżeszem do morza i usilnie prosili Boga, aby ich nie oddał w ręce nieprzyjaciela. Woleli raczej podążyć w rozwarty żywioł wodny, którego końca nie było widać. Kiedy ostatni z nich opuścił pewny brzeg, dojechali Egipcjanie do celu.

Ich konie oglądając niesamowite widowisko, które wytworzyły żywioły, ze zgrozą się spłoszyły. Daremnie jeźdźcy tłukli zwierzęta. Rozpaczliwie stawały dęba, dziwacznie skakały po brzegu tu i tam i nie chciały wejść nawet na jeden krok do wody. Wtem nadjechał wóz faraona. Wydawało się, że kopyta jego koni szlachetnej krwi w pędzie nawet nie dotykają ziemi. Kiedy jednak dotarł do wody, także jego konie zatrzymały się jak przykute odwracając głowy.

Tymczasem tłum Izraelitów stawał się coraz mniej widoczny i znikał w oddali. Wody zatrzymywano niewidzialnymi siłami stały jeszcze po obu stronach drogi prowadzącej po dnie morza.

Gdy konie nieustannie wzbraniały się iść dalej, krzyczał faraon ze złości. Na zwierzętach spoczywało jakby ogromne pęto. Teraz już nawet nie drgnęły z miejsca, trzęsąc się i znosząc rany niemiłosiernych ludzi.

Tak uciekał czas, który dla prześladowanych był bezcenny, przemienił się w całe godziny. Woda stała!

Nagle napięcie w ciałach zwierząt opadło, tak że zaczęły niecierpliwie grzebać kopytami w piasku. Jeźdźcy oraz powożący wozami ponownie próbowali zmusić je, aby ruszyły z miejsca, tym razem chętnie usłuchały. Jak oswobodzone ruszyły z kopyta i pościg runął za ludem izraelskim. Wody ciągle jeszcze stały nieruchomo. Nad morzem zapanowała martwa cisza… Już się Egipcjanie śmiali, już faraon zaczynał mieć znowu nadzieję… wtem nad pędzącym wojskiem rozległ się długi, przenikliwy gwizd, aż ich dusze skurczyły się ze strachu i przerażenia, jakiego nigdy nie słyszeli. Gwałtownie poganiali batami konie… nagle w powietrzu coś zasyczało, wokół nich to zawyło, konie zatrzymały się jak wmurowane, a ludzi opanowała nigdy przedtem niepoznana groza… Z hukiem gromu rozpętała się wokół nich burza i zamieniła przedtem panującą ciszę w ryczące piekło. Po obu stronach drogi podniosły się olbrzymie ściany wody wysokie jak domy, kilka sekund stały nieruchomo zawieszone nad przykurczonymi ciałami… a potem runęły na nie, spienione fale znów się połączyły…

Na drugim brzegu klęczeli modlący się ludzie i dziękowali Bogu!

TAK MOJŻESZ stanął przed władcą Egiptu.

Marzec 23, 2009 - autor: mojzeszbg

TAK MOJŻESZ stanął przed władcą Egiptu.

Znowu zapytał o to samo i spokojnie czekał na odpowiedź, którą już znał.

Ramzes był całkiem załamany, albowiem ręka mściciela skosiła tej nocy także jego syna. Długo milczał, zanim w ogóle zaczął rozmyślać nad pytaniem Mojżesza. Podniósł głowę.

»Idźcie!«

»Dasz i swemu ludowi rozkaz, aby pozwolił nam w spokoju odejść?«

Króla przeszył dręczący wściekły ból. Poderwał się i zakrzyczał:

»Czy pozwolę wam w spokoju odejść? Wypędzę was ze swego królestwa, aby wreszcie zapanował spokój!«

 

MOJŻESZ wrócił ze swego widzenia i powoli powracał do rzeczywistości

Marzec 15, 2009 - autor: mojzeszbg

MOJŻESZ wrócił ze swego widzenia i powoli powracał do rzeczywistości. To, co widział, nie uważał za sen. Wiedział, że jest to prawda. Jego wnętrze było spokojne i wyrównane. Dlatego pełen ufności pewnie rozpoczął nadchodzący dzień. Było jeszcze wcześnie. Ludzie jeszcze spali. Szedł pustymi ulicami i uliczkami w kierunku bramy, a stamtąd dalej, do miasta Egipcjan. Tam panował spokój innego rodzaju. Przed domami stało wielu ludzi, ale ze znakami najwyższego przerażenia. Przeżycia całej nocy na ich twarzach mówiło wszystko. Gdy zobaczyli Mojżesza, tłum zafalował i rozległy się szepty. Wszędzie ustępowali przed nim w popłochu… Dawniej Mojżesza zabolałoby, ale teraz szedł swoją drogą i to wszystko go nie dotknęło. Im dalej wchodził w miasto, tym widok był smutniejszy. Ze wszystkich domów wynosili martwych, nikt jednak nie narzekał. Ostatnio panujące straszliwe czasy oduczyły ludzi płakać. Bali się, żeby nie przywołać tym jeszcze większego nieszczęścia.

SAM I OPUSZCZONY wędrował Mojżesz po niekończącej się równinie.

Marzec 7, 2009 - autor: mojzeszbg

SAM I OPUSZCZONY wędrował Mojżesz po niekończącej się równinie. Gnało go to nieustannie naprzód, ciągle dalej i dalej do nieznanego. Gdzie niosą mnie moje nogi? Jaki cel jest przede mną? Mocno mnie przyciąga, a jednak najchętniej zawróciłbym, abym nie znalazł zgrozy, która mnie czeka. Musiał iść dalej, ciągle dalej. Nie było można zatrzymać się, na chwilę odpocząć, ani zawrócić! Rozpętała się straszliwa burza! Wiatr wyjąc pędził przed sobą potężne masy piasku i ciskał nimi w samotnego wędrowca, który musiał bronić się z całych sił, aby go nie powaliło. Daleko przed nim leżało obozowisko, gnało go tam… Gdzie jestem, już widziałem te namioty? Czy to nie Abd-ru-shin, który zaprosił mnie do swego namiotu?… Tak, to jest mój cel, teraz już wiem, dokąd muszę iść! Muszę? Czy sam tego nie chcę? Dlaczego muszę spotkać się z Abd-ru-shinem?… Zdaje się, że w obozie panuje wielka cisza. Może jest noc… Kiedy Mojżesz szedł między namiotami, słyszał głębokie oddechy śpiących. Niepowstrzymanie ciągnęło go ku jednemu z namiotów, który stał samotnie, trochę dalej od innych. Przed wejściem siedzieli ze skrzyżowanymi nogami dwaj Arabowie i trzymali w rękach przygotowaną do odparcia ataku broń. Oczy mieli otwarte, a pomimo tego go nie widzieli, gdy podszedł do namiotu. Mojżesz się zdziwił, ale milczał. Nagle zauważył, jak z boku skrada się w stronę namiotu jakiś człowiek. Pełznął po ziemi niczym wąż, i to tak zręcznie, że nie było przy tym słychać nawet najmniejszego szelestu. Mojżesz obserwował go w napięciu. Wiedział, że nie może uczynić niczego, aby go zatrzymać. Był tylko obserwatorem tego, co miało się zdarzyć. Człowiek doczołgał się do namiotu. Rozległ się wysoki, przenikliwy dźwięk. W ścianie namiotu ział otwór… Mojżesz wtargnął koło straży do środka i zobaczył spoczywającego na łóżku Abd-ru-shina. Nad śpiącym księciem nachylał się obcy i nasłuchiwał, jak oddycha. Później w drapieżnym geście przeszukał dłonią ciało Abd-ru-shina… Intruz od czasu do czasu podnosił głowę i nasłuchiwał, ale żaden dźwięk z zewnątrz go nie zaniepokoił. Mojżesz poddał się swemu wewnętrznemu napięciu. Rzucił się na obcego, chciał chwycić go ciągle jeszcze szukającego naramiennika, ale nic się nie stało, ręce nie znalazły żadnego poru. Zawołał więc głośno imię ukochanego księcia. Abd-ru-shin się poruszył, jakby usłyszał głos, który wołał go drżąc w śmiertelnej obawie. Otworzył oczy i zobaczył obce oblicze. Jego usta szykowały się zadać pytanie… Obcy błyskawicznie wziął do ręki sztylet, który trzymał w zębach, i… wbił go głęboko w pierś Abd-ru-shina… Ostatnie pytające spojrzenie księcia przeniknęło wrogowi głęboko w duszę. Ten nieomal że krzyknął i drżąc zerwał naramiennik z ręki zamordowanego. Wróg podniósł się z kolan i zgięty wpół chwiejnie wydostał się na zewnątrz. Noc okryła go ciemnością… Mojżesz przerażony patrzył na bezwładne ciało Abd-ru-shina. Wtem z martwego ciała uwolniło się drugie ciało. Abd-ru-shin stanął przed nim mając namacalne ciało i z uśmiechem go pozdrowił. »Ty żyjesz?« Książę skinął głową. Jego twarz promieniała bardziej niż kiedykolwiek przedtem. Po tym przeżyciu Mojżeszowi spadła z oczu opaska. Poznał stopnie rozwoju, które człowiek musi przejść, aby móc ponownie powrócić do królestwa ducha. Pomimo tego, kiedy widział, jak postać Abd-ru-shina coraz bardziej się rozpływa, opanował go strach, że teraz zostanie sam. »Panie!« zawołał prosząco, »zostań ze mną! Bez ciebie nie mogę Izraela uratować!« »Mnie już nie potrzebujesz, Mojżeszu. Przy tobie będą stali inni służebnicy, inni służebnicy Boży! Jesteś panem nad wszelkim istotnym. Ono podporządkuje się tobie i wykona twe rozkazy od razu, gdy tylko je wymówisz!« Nierzeczywiste, a jednak kryształowo jasne, spływały owe słowa na Mojżesza z świetlistych wyżyn, które już dawno przyjęły wyzwolonego… Głośny krzyk i narzekanie wyrwały Mojżesza z wsłuchiwania się. Ciągle jeszcze był w namiocie i trochę ze zdziwieniem obserwował, jak Arabowie, którzy znaleźli martwe ciało swego pana, wzruszeni machają rękami. Wtem szeroko otwarto wejście do namiotu i przez próg powoli weszła jakaś postać – Nahome! Na jej młodej twarzy nie było widać nawet śladu poruszenia czy smutku. Odzwierciedlała ona tylko jedno wielkie postanowienie. Podniosła rękę i wskazała na wyjście. Arabowie ukłonili się i wyszli na zewnątrz… Nahome klęczała przy zmarłym. Jej wielkie dziecięce oczy spoczywały na cichej twarzy księcia. Lekko położyła dłoń na sercu zamordowanego i zauważyła krew, która była na jego szacie. »Teraz jesteś tak daleko, że nie możesz wrócić, Panie! Gdzie mam cię szukać? Czy poczekasz na mnie, gdy podążę za tobą, podasz mi swą pomocną dłoń i… pomożesz mi? Jesteś już u swego Ojca? Mogę pójść za tobą i zbliżyć się do Niego?« Nahome wyjęła z zanadrza mały szlifowany flakonik. Kiedy go otworzyła, owionęła ją odurzająca woń. Wydawało się jej, że wokół niej rozkwitają cudowne kwiaty. Na wpół uśpiona osunęła się na ziemię, przyłożyła flakonik do ust i opróżniła go… Podniosła ręce w pokornej prośbie. Jej usta jeszcze raz ozdobił czysty dziecięcy uśmiech. Potem Nahome zamknęła oczy, a jej usta ułożyły się do wiecznego milczenia…

DOPIERO kiedy Mojżesz był z powrotem wśród swojego ludu, uświadomił sobie, jak poważne niebezpieczeństwo mu groziło.

Luty 24, 2009 - autor: mojzeszbg

DOPIERO kiedy Mojżesz był z powrotem wśród swojego ludu, uświadomił sobie, jak poważne niebezpieczeństwo mu groziło. Długo rozmawiał z Aronem o tym, jak na przyszłość uniknąć podobnych zagrożeń. »Jeżeli jeszcze raz wpadnę mu w ręce, zabije mnie. Jego nienawiść do mnie nie zna granic.«

»Jedynym naszym ratunkiem jest przyspieszenie sądu nad Egipcjanami. Proś Pana, aby szybko ich ukarał.«

Mojżesz odszedł do izdebki i modlił się.

Aron wraz z żoną Mojżesza pozostali w większej izbie. Sipora trzymała na rękach chłopca, swe pierwsze dziecko. Była pełna obaw i myślała o okropnościach, które spadną na Egipcjan.

Mojżesz modlił się gorąco, jak nigdy dotąd, ponieważ wiedział, jak wielkie niebezpieczeństwo jemu, a tym samym całemu narodowi izraelskiemu grozi.

Znowu usłyszał głos, który mówił do niego:

»Słuchaj, służebniku Mojżeszu, otrzymasz pomoc, jaką żądasz. Pan uderzy w ziemię twych wrogów mocniej niż kiedykolwiek przedtem.«

W sercu walczącego mężczyzny zagościł wielki spokój. Nagle pojawiła się mu twarz Abd-ru-shina. Mojżesz chciał krzyknął z radości, ale pohamował go w tym wielki ból. Wydawało się, że ciemne oczy Abd-ru-shina pragną mu coś powiedzieć. Było to coś, co obudziło w nim śmiertelny smutek i żal. Zapragnął szybko udać się do Abd-ru-shina. Czy kiedykolwiek jeszcze go zobaczę? To pytanie Mojżesz zadawał sobie już kilkakrotnie, ale nigdy z tak wielką obawą w sercu, jak teraz. Czym byłby świat, gdyby nie było Abd-ru-shina? Mógłbym ten bój prowadzić bez niego? Nagle Możesz uświadomił sobie, że cud tak szybkiego spełniania jego modlitw był możliwy tylko dlatego, że Abd-ru-shin żył w tych czasach na ziemi. Mojżesz nie umiał wyrazić tego w słowach, ale pojmował szeroką skalę powiązań.

»Mój Boże!« modlił się głęboko wzruszony, »a ja śmiem być Twym narzędziem!« Jego dusza otworzyła się świadoma rozmiaru tej chwili. Tak pokorny, jak w momencie osiągnięcia owego poznania, nie był Mojżesz jeszcze nigdy. Kiedy powrócił do towarzystwa swych najbliższych, jego twarz jaśniała cudownym blaskiem.

Jego modlitwa spełniła się w ciągu tej nocy! Kara, straszliwsza niż kiedykolwiek przedtem, spotkała całą ziemię. Zaraza, która wybuchła, tym razem nie oszczędziła nikogo nawet dobytku w stajniach. Nad Egiptem rozszalały się burze niszcząc ostatnie zboże, które zostało jeszcze na polach. Głód zaczął zaglądać ludziom w oczy coraz wyraźniej. Ludzie zaczęli rozpaczać i tracić nadzieję.

W Egipcie nikt nigdy nic podobnego nie widział.

Ramzes wezwał Mojżesza, aby do niego przyszedł, ale Mojżesz rozsądnie odmówił. Faraon więc przekazał mu, że kiedy tylko udręki narodu egipskiego ustaną, lud izraelski będzie mógł odejść.

Mojżesz już słowom króla nie wierzył. Pomimo to prosił jednak Boga o złagodzenie cierpień, ponieważ żal mu było ludzi. Tylko tydzień udręki były jakby lżejsze, potem cierpienia zaczęły znowu gwałtownie narastać, ponieważ faraon ponownie nie dotrzymał słowa.

Mojżesz poznał, że pokojowo nigdy nie osiągnie swego celu. Na Egipt spadało coraz więcej plag, które niszczyły dosłownie wszystko. Narzekania już dawno umilkły. Ludzie w niemym przerażeniu oczekiwali tego, co jeszcze nadejdzie.

Kraj przykryły ciemności i przerażenie ogarniające ludzi zamieniało się powoli w panikę. Mojżesz wiedział, że wkrótce wszystko się skończy, ponieważ Egipcjanie już dawno temu zgodzili się na to, aby lud izraelski opuścił ich kraj. Zaczęli publicznie przeklinać faraona. Ostatni ludzie, którzy jeszcze pozostali, starali utrzymać się na powierzchni. Nie chcieli zostać porwani w wir zniszczenia, który połykał wszystko, co weszło mu w drogę.

Mojżesz po raz pierwszy zwracał się sam do swego ludu. Kiedy wszedł na podwyższone miejsce, aby mówić, przywitały go entuzjastyczne okrzyki. Podniósł rękę, zapanowała cisza. Jego twarz była poważna.

Ludzie umilkli. Wszyscy spoglądali ku niemu pełni nadziei i oczekiwania. Zanim zaczął mówić, ogarnął wzrokiem wszystkich, którzy zebrali się wokół niego.

»Nadeszła godzina, na którą tak długo czekaliście. Przygotujcie baranka wielkanocnego i uczcijcie święto paschy. Jeszcze przez wieki będzie wam ono przypominało wasze odejście z Egiptu. Idźcie każdy do swego domu i świętujcie w kręgu swej rodziny. Myślcie przy tym o swym Bogu, który pomoże wam w każdym nieszczęściu. Tej nocy Pan uśmierci w Egipcie wszystkich pierworodnych. W ten sposób walka dobiegnie końca. Po tej nocy nas wypędzą, dlatego czuwajcie i bądźcie przygotowani do drogi, gdy was zawołam!«

Kiedy Mojżesz skończył, ludzie rozeszli się w spokoju. Podążyli do swych biednych domostw i zaczęli się przygotowywać na święto paschy. Wkrótce wszędzie rozchodził się zapach mięsa i świeżo upieczonego chleba. Twarze ludzi promieniały radością i nawet w najsmutniejszych oczach zabłysło radosne oczekiwanie na to, co miało przyjść.

Tylko Mojżesz był poważniejszy niż kiedykolwiek przedtem.

Osiągnął cel, wygrał swoją walkę do końca. Odejdą do świata, który leży przed nimi wolny i otwarty. Zna ziemię, do której zmierza? Nie, tylko z opowiadań Arabów. Przejeżdżali przez nią w swych wędrówkach i może nawet walczyli z jej mieszkańcami. Teraz nadejdzie on i wiedzie tam cały naród.

Nie wierzy w swe siły? Wziął na siebie odpowiedzialność za wielki naród.  Droga będzie trwać długie lata. Latami będzie musiał wędrować przed izraelskim ludem i prowadzić go w nieznane. Każdy błędny krok będzie wykorzystywany przeciw niemu. Podczas tych długich lat może dojść do tego, że będą mieli go dosyć i przestaną go słuchać…

»Panie! Panie!« zawołał głośno. »Bądź ze mną, dopóki wszystkiego nie wykonam!«

Kiedy nadszedł wieczór, Mojżesz udał się do swej izdebki. Nie zwracał uwagi na smutne spojrzenia swej żony, która chciała, aby z nią pozostał. Siedział samotny i nieruchomo wpatrywał się w otaczającą go ciemność. Obawy, jakich do tej pory nie zaznał, dręczyły go i skracały jego oddech. Stracił przytomność, wydawało mu się, że jest sam w jakimś obcym kraju.

ARON długo czekał, zanim podjął decyzję, że zejdzie w ciemne korytarze prowadzące do domu Eb-ra-nita.

Luty 22, 2009 - autor: mojzeszbg

ARON długo czekał, zanim podjął decyzję, że zejdzie w ciemne korytarze prowadzące do domu Eb-ra-nita.

Książę był zaskoczony, gdy zobaczył Arona tak poruszonego. Od razu przeczuł, że stało się nieszczęście.

»Mów, co stało się z Mojżeszem?«

Aron ciężko dysząc usiadł. Szybki bieg wąskimi korytarzami, w których brakowało świeżego powietrza, całkiem go wyczerpał.

»Mów!« nalegał Eb-ra-nit.

»Mojżesza już od wczoraj nie ma. Odszedł do faraona, ponieważ ten w ostatniej chwili zabronił nam odejść, i już nie powrócił.«

Eb-ra-nit poderwał się i zaczął krążyć po izbie.

»Teraz idź,« rzekł wreszcie, »i przede wszystkim nie mów ludziom o tym, że Mojżesz nie powrócił, aby nie stracili odwagi. Jeżeli Mojżesza uwięzili, oswobodzę go.«

Aron chciał podziękować, ale książę natychmiast wyszedł. Blisko drzwi stał jeszcze Arab i czekał, aż Aron odejdzie.

Wkrótce potem Eb-ra-nit przebrany za starca wyszedł z domu i pokuśtykał do pałacu faraona.

Kiedy otworzył małą furtkę, niewolnicy ukłonili mu się z szacunkiem. Niektórzy z nich podążyli naprzód, aby powiadomić faraona o jego nadejściu.

Ramzes miał dobry humor i odwiedziny przyjął z zadowoleniem. Starzec powoli wszedł do komnaty.

»Dowiedziałem się o twych dobrych łowach, wielki Ramzesie,« rzekł wysokim głosem.

Ramzes uśmiechnął się mile zaskoczony. »Skąd się o tym dowiedziałeś?«

»Ty wiesz, że przede mną nie ma tajemnic, królu!«

Starzec zachichotał. Ramzes skinął głową, jak gdyby on sam był o tym także przekonany.

»Co mam z nim zrobić? Poradź mi.«

»Każ go przyprowadzić. Najpierw dowiemy się od niego, kto dał mu moc, aby mógł w taki sposób postępować. Musimy odkryć jego tajemnicę. Na pewno ma to związek z Abd-ru-shinem, który jest przyjacielem Mojżesza.«

Ramzes zamyślił się. Pomysł starca mu się podobał. Kazał związanego Mojżesza przyprowadzić na górę.

Starzec nie usiadł i to nawet wtedy, gdy faraon wyraźnie wskazał mu miejsce.

Przyprowadzili Mojżesza. Szedł ze schyloną głową, aż stanął przed Ramzesem. Spojrzał na starca, jego nie znał. Kiedy starzec podszedł  i spojrzał na niego, cofnął się o krok.

»To na pewno jeden z tych wstrętnych czarowników,« pomyślał Mojżesz. Starzec, zanim przemówił do niego, słabo zakasłał. Ramzes czekał z napięciem, co powie. Mojżesz bacznie spojrzał na starca, ale nie poznał go.

»Teraz jesteś w mocy silniejszego, niż twój wychwalany władca. Masz czas, aby zastanowić się nad swymi odpowiedziami, ponieważ tym razem możesz uratować się tylko wtedy, gdy spełnisz nasze żądania. Jeżeli nie odpowiesz na moje pytania, śmierć dopadnie cię jeszcze zanim ponownie ześlesz na tę ziemię swe straszliwe klątwy. Po twej śmierci już nie będą miały nad nami mocy!«

»Mylisz się! Po mej śmierci będą dręczyły was jeszcze gorzej niż teraz i nikt nie będzie mógł ich powstrzymać, ponieważ mnie, tego, który je przywołał, już tu nie będzie.«

»Chcesz nas przestraszyć?«

Mojżesz pogardliwie wykrzywił usta.

»Takiego robactwa, jakim jesteście wy, nie trzeba straszyć, ponieważ żyje w nieustannym strachu, by nikt go nie rozdeptał.«

»Śmiało mówisz, Mojżeszu. Uświadom sobie, że możesz za to przypłacić życiem!«

»Nie możecie mnie zabić, nawet gdybyście chcieli. Posiadam ochronę, dopóty nie spełnię swego zadania.«

»Czy to ta sama ochrona, jaką ma twój przyjaciel Abd-ru-shin?«

»Tak, ta sama.«

»Tak nam pokaż, że jesteś silniejszy niż my i rozerwij swe więzy!« Starzec znowu zakaszlał. Mówienie męczyło go. Podszedł blisko do Mojżesza, jak by chciał sprawdzić czy sznury są dosyć mocne. Mojżesz związane miał tylko ręce. Coś zimnego jak lód dotknęło na moment jego nadgarstków. Starzec odszedł od niego. – »Nie można ich zerwać, tych sznurów się nie pozbędziesz, nawet gdybyś miał siłę dziesięciu mężczyzn!«

Mojżesz spróbował poruszyć rękami i poczuł, jak więzy się rozluźniają. Zaczął udawać, że nimi targa… sznury spadły na ziemię.

Na twarzy faraona pojawiło się przerażenie. Chciał wydać rozkaz, aby Mojżesza ponownie związano, ale wtem podszedł do niego Eb-ra-nit i poruszonym głosem zaszeptał do niego:

»Pozwól mu odejść, bo inaczej zabije mnie i ciebie jednym spojrzeniem.«

Na twarzy Mojżesza widać było radość z tak niespodziewanie uzyskanej wolności. Szybko ukrył rękę w fałdach płaszcza. Nadgarstek poraniony małym sztyletem księcia mocno krwawił.

Skierował swe kroki ku wyjściu. Jego ostatnie słowa były groźbą. Przywoływał nową plagę. Nikt nie odważył się go zatrzymać. Niewolnicy cofali się przed nim.

Gdy odszedł, Ramzes jakby ocknął się z letargu.

»Za nim i pojmać go!« krzyczał jak pozbawiony zmysłów.

Eb-ra-nit starał się go uspokoić. Pocieszał go, że i tak zwycięży. Potem jednak także on szybko opuścił pałac. Stało się dla niego jasne, że w Egipcie już nawet on nie jest pewien swego życia. Zdążył zauważyć, że na dywanie, gdzie stał Mojżesz, zostały krople krwi. Łatwo mógł sobie wyobrazić, jakim torem potoczą się myśli podejrzliwego faraona. Jeżeli zauważy krew, pozna, że Mojżesza wyzwolił on. Potem szybko przypomni sobie wszystkie plany i akcje, które on mu poradził, i których nie udało się zrealizować.

Wszystkie skarby w jego domu służba w największym pośpiechu przemieściła do podziemnego labiryntu. Później stopniowo, po częściach, taskali je niskimi korytarzami, które kilometrami ciągnęły się pod ziemią i wychodziły na powierzchnię na pustyni daleko od ludzkich osiedli… W pobliżu była oaza, w której pasły się konie i wielbłądy. Jeździec, wysłany naprzód, przyprowadził rumaki aż do miejsc, gdzie kończyły się podziemne korytarze. Wkrótce niewielka karawana zmierzała do innego królestwa…

 

MOJŻESZA posłowie faraona odszukali i zaprosili go do pałacu.

Luty 13, 2009 - autor: mojzeszbg

MOJŻESZA posłowie faraona odszukali i zaprosili go do pałacu. Spokojnie z nimi przemierzał ulice. Zamknął serce przed widokami, które atakowały jego wzrok. Wszędzie wzdłuż ulic kurczyły się zabiedzone dzieci, których oczy błyszczały w gorączce. Dzielnicę bogatych opanowała martwa cisza. Kiedyś stawała przed bramami służba ze zdobionymi lektykami lub biegała kłusem ze swym cennym ciężarem ku ogrodom rozciągającym się wzdłuż Nilu. Teraz wszędzie panowała cisza. Bogaci ze strachu zamknęli bramy swych siedzib. Bali się, aby zaraza nie wniknęła także do ich pałaców.

Tylko lekarze mogli z tego wszystkiego korzystać. I oni także unikali jakichkolwiek odwiedzin ze strachu przed straszliwą zarazą, której pochodzenia nie znali i przeciw której nie mieli żadnego lekarstwa.

Mojżesz zobaczył faraona zmienionego. Jego oczy niepewnie błądziły. Ogarnęło go przerażenie przed mocą swego przeciwnika.

»Mojżeszu, ratuj mój naród przed niechybną zagładą.«

»Uczynię tak, faraonie, gdy spełnisz moje warunki! Jeżeli się podporządkujesz, Bóg cofnie swoją rękę, którą w gniewie podniósł na ciebie i na twą ziemię.«

»Powstrzymaj zarazę, a potem spełnię twe życzenie.«

Mojżesz przenikliwie patrzył na króla.

»Dotrzymasz swego słowa?«

Ramzes nie miał już tylu sił, aby wybuchnąć gniewem po tym pytaniu, które wyraźnie podawało w wątpliwość jego słowa. –

»Tak, tak,« powiedział gwałtownie.

»Potem uczynię to, czego żądasz.«

I Mojżesz prosił Boga, by ukończył ową plagę. Kiedy choroba przestała dręczyć ludzi i ci zaczęli swobodniej oddychać, Mojżesz wydał rozkaz do odejścia. Dzieci Izraela wiwatowały. Wszyscy spakowali swój skromny majątek na niskie wozy i podążyli za Mojżeszem, który szedł przed nimi w kierunku bramy.

Odchodzących zatrzymali jednak żołnierze i zagnali ich z powrotem do miasta.

W Mojżesza wnętrzu zaczęło wrzeć. Rozłościło go, że faraon nie dotrzymał słowa. Udał się szybko do pałacu.

Wkrótce stanął przed faraonem.

»Tak dotrzymuje król swego słowa!?« zawołał głośno.

Wtem rzucili się na niego niewolnicy, którzy nieopodal czekali tylko na zawołanie. Związali go i położyli pod nogi faraona. Potem zniknęli bez słowa i Ramzes ze swym nieprzyjacielem pozostał sam.

»No co?« śmiał się.

Mojżesz oddychał gwałtownie. Jeszcze przed chwilą walczył z całych sił, ale przewaga była zbyt wielka.

Ramzes czekał na prośbę o litość, ale nadaremno. Usta zniewolonego nie wypowiedziały ani słowa.

Kopnął leżącego z wściekłością.

»Jeszcze się zastanowię, co z tobą uczynię,« rzekł.

Zawołał kilku niewolników. Podnieśli związanego Mojżesza i wrzucili go do ciemnego lochu.