TYMCZASEM MOJŻESZ otwierał się w czystości ducha i w miłości pracował dla Izraela, gdy działy się owe zdarzenia…
Mojżesz zstępował z góry… Z dali do niego dobiegały dzikie okrzyki, naruszały spokój góry. Mojżesza wzmocnił niepokój. W miarę zbliżania się do ludu, przejawiła się jego troska o nich, troska, która nigdy nie ustępowała. Wybuchł bunt? Coraz szybciej schodził w dół. Lekko i pewnie przeskakiwał leżące na jego drodze odłamki skalne. Będąc na ostatnim odcinku swojej drogi, mógł już zobaczyć obóz. Zwolnił i spoglądał w dół na dziką wrzawę. Czy wzrok go myli, czy dzieci Izraela tańczą? W taki sposób lud się bawił i skracał sobie czas, tymczasem on przyjmował Pana Przykazania? Powoli narastało w nim rozczarowanie. Nikt nie zauważył powracającego Mojżesza. Lud dziko i nieokiełznanie tańczył wokół swojego bożka…, aż gromowy głos zatrząsł powietrzem oraz ludźmi. Nagle wszędzie zapanowała grobowa cisza. Czerwony z gniewu stał Mojżesz na swoim podwyższonym miejscu, z niego kiedyś przemawiał do ludzi i z którego przed chwilą zrzucił Arona. Ręce, w których trzymał kamienne tablice, podniósł wysoko nad głową. »To są Przykazania mojego Boga, które wam były dane, ale widzę, że ich już nie potrzebujecie. Idźcie dalej… naprzeciw swojej zgubie. Ja od tej chwili was opuszczam. Bóg mnie od mojego zadania uwolni!« Po owych słowach rozległ się huk i trzask. Mojżesz rozbił kamienne tablice z prawami o skałę. W spokoju zszedł z wywyższonego miejsca między ludzi, którzy wszyscy bojaźliwie ustępowali, szedł sam do swojego namiotu. Wewnątrz namiotu siedział jakiś młodzieniec i płakał. Mojżesz go chciał wyrzucić, ale zrobiło jemu się go żal, zapytał: »Co chcesz?« Kiedy Jozue usłyszał Mojżesza głos, podniósł twarz i krzyknął z radości. Rzucił się przed nim na kolana i opowiadał jemu o wszystkim, co się wydarzyło… Mojżesz wysłuchał go w milczeniu i doszedł do wniosku, że największą część winy niesie znowu Aron. Modlił się do Boga prosząc o wybaczenie dla ludu, który zbłądził. Wkrótce potem przyszli wybrani posłowie prosząc go usilnie, aby z nimi pozostał. Przyszedł do niego także Aron i jękliwym głosem żałował swoich czynów. Mojżesz mianował na swoje miejsce Jozuę, którego od tej chwili traktował jak własnego syna. Jozue wspierał Mojżesza w jego wielkim dziele. Wspólnie napisali jeszcze raz Przykazania i dali je izraelskiemu ludowi wraz z objaśnieniami. Mojżesz utworzył zorganizowane państwo, które miało dokładne prawa, ich naruszenie surowo karano. Mianował sędziów i wszystkiego ich nauczał. Wiele lat żył z ludem na pustyni, ciągle przy tym zmierzając w kierunku ziemi obiecanej. Wędrowali przez żyzne doliny przebywając w nich długo, dopóki głos przewodnika stojącego na ich czele nie wydał sygnału do dalszej wędrówki. Drogę, która mogła trwać o wiele krócej, Mojżesz umyślnie przedłużał tak długo dlatego, aby się lud w ciągu owych długich lat przyzwyczaił do praw. W samotności łatwiej można było opanować sytuacje. Mojżesz dał izraelskiemu ludowi wszystko, co potrzebował, aby mógł rozpocząć wzlot. Swoim przykładem w krótkim czasie uszlachetnił go tak, że gdy przed nim na granicy ziemi Kanaan stanęła śmierć, nie prosił o przedłużenie życia. Jeszcze raz ogarnął spojrzeniem ludzi, którzy uczciwie stali przy jego łożu. Potem włożył rękę do Jozue dłoni i zasnął…